Kancelaria Parafialna

Poniedziałek –  godz. 17,00 do 18,00     lub     Czwartek  –  godz.17,00  do 18,00

uwaga*     otwarcie kancelarii parafialnej w danym tygodniu  jest podawane w ogłoszeniach parafialnych  (proszę zawsze sprawdzić – klikając tutaj)!

 

Adres parafii:

Parafia Rzymsko Katolicka pw. Macierzyństwa NMP    

66-210 Zbąszynek, ul. Długa 29

tel.     68 3849 437 

Konto parafii: 02 1090 1593 0000 0000 5914 7385   Bank Zachodni WBK, Rynek 1,  Zbąszynek

Wymagane dokumenty do poszczególnych sakramentów:

 

Sakrament Chrztu

 

 * Skrócony odpis aktu urodzenia dziecka

* Zgoda na chrzest w parafii – w przypadku, gdy rodzice dziecka nie mieszkają na terenie naszej parafii

* Zaświadczenie „Wierzący-praktykujący” – dotyczy ono rodziców chrzestnych dziecka, w przypadku, gdy nie mieszkają na terenie naszej parafii

                                                                                  Sakrament Małżeństwa 

 

* Świadectwo chrztu (metryka) obojga narzeczonych

Dowody osobiste

 * Zaświadczenie z Urzędu Stanu Cywilnego o braku przeszkód do zawarcia małżeństwa

Zaświadczenie z ukończenia kursu przedmałżeńskiego

* Świadectwo ukończenia katechizacji szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej

Terminy kursów przedmałżeńskich w Diecezji zielonogórsko – gorzowskiej w roku 2017

Sakrament  Chorych

„Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana.  A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone”. (Jk 5, 14-15)

  • I sobota miesiąca  –  odwiedziny osób chorych od godz. 9.00.
     W tym dniu Kapłani odwiedzają chorych i udzielają sakramentów pokuty i pojednania, komunii świętej i namaszczenia chorych.  Chorych należy zgłaszać w zakrystii lub telefonicznie.
  • W razie nagłej potrzeby można zgłosić i ustalić w zakrystii w rozmowie z kapłanem, telefonicznie lub w kancelarii parafialnej dzień i godzinę pilnej wizyty u chorego.
  • W niedziele danego miesiąca czy w inne dni tygodnia Komunię św. chorym i starszym osobom w naszej parafii mogą udzielać w ich domach także Nadzwyczajni Szafarze Komunii św. po skontaktowaniu się z nimi, by ustalić datę i godzinę wizyty.

Kto może przyjęć sakrament namaszczenia chorych?
Sakrament namaszczenia chorych rodzi u niektórych katolików wiele lęków i obaw. Dość często wzywają kapłana dopiero wtedy, gdy chory już umarł, ponieważ obawiają się, by nie przerazić zbytnio konającego propozycją przyjęcia tego sakramentu.
Namaszczenie chorych jest sakramentem człowieka chorego, a nie zmarłego. Starajmy się zadbać o to by nasi chorzy, którzy z nami przebywają w domu lub sąsiedztwie w odpowiednim czasie, świadomie przyjęli łaskę tego sakramentu. Chorych prosimy zgłaszać do księży.
Sakramentu tego nie udziela się wyłącznie konającym. Została nawet zmieniona jego nazwa z „ostatniego namaszczenia” na „sakrament namaszczenia chorych”. Może go przyjąć osoba poważnie chora, osłabiona przez wiek; nie udziela się go natomiast człowiekowi, który z pewnością już umarł. „Kapłan wezwany do chorego, który już umarł, niech błaga Boga, aby go uwolnił od grzechów i przyjął litościwie do swego Królestwa; namaszczenia natomiast niech nie udziela. Jeśli istnieje wątpliwość, czy chory zmarł naprawdę, może mu udzielić tego sakramentu warunkowo”. W ciągu życia można wielokrotnie przyjąć ten sakrament, co ma miejsce wtedy, gdy ktoś wiele razy popada w poważną chorobę.
Stosowny czas na przyjęcie namaszczenia chorych zachodzi wtedy, gdy wierny staje wobec niebezpieczeństwa śmierci z powodu choroby lub starości.
Sakrament chorych chrześcijanin może przyjmować ile razy zostaje dotknięty ciężką chorobą; również wtedy, gdy nastąpiło nasilenie choroby.

W jaki sposób udziela się sakramentu chorych?
Namaszczenia chorych udzielają kapłani, używając oleju poświęconego przez biskupa, a w razie potrzeby przez kapłana, który namaszcza chorego. Do istoty tego sakramentu należy namaszczenie czoła i rąk chorego, z towarzyszącą modlitwą o specjalną łaskę płynącą z tego sakramentu. Kapłan namaszczając wypowiada słowa: „Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie łaską Ducha Świętego. Amen. Pan, który odpuszcza ci grzechy, niech cię wybawi i łaskawie podźwignie. Amen. „

Jakie łaski otrzymuje człowiek w sakramencie namaszczenia chorych?
Skutki specjalnej łaski sakramentu namaszczenia chorych są następujące:
– zjednoczenie chorego z męką Chrystusa dla dobra chorego i całego Kościoła,
– umocnienie do przyjmowania po chrześcijańsku cierpień związanych z chorobą lub starością, (umocnienie w cierpieniu)
– przebaczenie grzechów, jeśli chory nie mógł go otrzymać przez sakrament pokuty,
– umacnia ufność w Bogu, uzbraja przeciw pokusom szatana i trwodze śmierci
– powrót do zdrowia, jeśli to służy dobru duchowemu chorego,
– przygotowanie na przejście do życia wiecznego.
Wielu teologów twierdzi, że przez sakrament namaszczenia chorych Chrystus gładzi człowiekowi, przyjmującemu go w dobrej dyspozycji, nie tylko grzechy, ale również i wszystkie należne za nie kary, dzięki czemu zaraz po śmierci przechodzi on do chwały nieba.

Co należy przygotować, kiedy wzywamy kapłana do chorego?
Przed przyjściem kapłana należy przygotować stolik przykryty białym obrusem, na którym stawia się zapalone świece, krzyż, ewentualnie wodę i trochę waty. Na tak przygotowanym stoliku kładzie kapłan Najświętszy Sakrament oraz oleje.
Bądźmy wspólnie z naszymi chorymi podczas przyjmowania przez nich tego sakramentu!

Gdzie jest moja parafia?

(ciekawy artykuł ks. Tadeusza Miłka, który ukazał się na łamach Przewodnika Katolickiego 10.09.2008r.)

Trzymają się za ręce, są uśmiechnięci i radośni: „My w sprawie ślubu. Chcemy ślubować w tym kościele, bo bardzo nam się podoba”.
Którego kapłana nie ucieszy taka decyzja? „Proszę Państwa, bardzo się cieszę z Waszej decyzji, ale zdaje się, że nie jesteście z naszej parafii. W takiej sytuacji potrzebna jest zgoda księdza proboszcza narzeczonego lub narzeczonej. Narzeczona, wyraźnie zakłopotana, mówi, że jej blok chyba należy do kolegiaty, ale ona chodzi do kościoła na Brzezinki, bo tam jej najbardziej się podoba”. Narzeczony nie traci jednak rezonu. Mówi odważnie: „Przecież to XXI wiek, jesteśmy w Unii Europejskiej i w Strefie Schengen i chyba granic nie ma w Kościele. Czy w każdym kościele jest inny Pan Bóg? – pyta wyzywająco”.

Znak naszych czasów?
Wydaje się, że postawa tych młodych ludzi nie jest odosobniona, jednostkowa i że zjawisko to zaczyna narastać. Coraz więcej wiernych na temat swojej parafii dowiaduje się dopiero przy okazji zgłoszenia ślubu czy chrztu dziecka. Problem pogłębił się po wprowadzeniu katechezy do szkół, co doprowadziło do osłabienia więzi dzieci i młodzieży, a także ich rodziców, z rodzimą parafią. Widać to szczególnie w dużych miastach. Tam życie mieszkańców realizuje się w różnych częściach miasta, zanika społeczność sąsiedzka. Typ wielkomiejskiego myślenia dotyka też coraz bardziej społeczność wsi, chociaż jeszcze tam, w środowisku wiejskim i małomiasteczkowym, świat oparty jest na tradycyjnych, silnych, lokalnych więziach społecznych. W tym świecie przynależność do parafii jest jeszcze czymś naturalnym.

Pobożna turystyka 
Dzisiaj, kiedy odległość nie stanowi problemu i w promieniu kilku kilometrów jest kilka świątyń, wierni mają możliwość swobodnego wyboru miejsca i czasu praktyk religijnych. Jakże różne bywają powody wybierania kościołów chociażby na niedzielną Eucharystię. Czasami jest to przywiązanie do świątyni lat dzieciństwa i młodzieńczych, innym razem szukanie kościoła, gdzie liturgia trwa najkrócej… Jedni zimą chodzą do klasztoru, bo tam najcieplej, a latem „Na skarpę”, bo tam dużo ławek przed kościołem. Jednym nie podoba się wystrój świątyni, innych denerwuje „politykujący” ksiądz, jeszcze inni szukają kościoła, gdzie liturgia jest dobrze przygotowana. Jeszcze inni w świątyni szukają doznań estetycznych. Czasami uczestnictwo we Mszy św. połączone jest z rodzinnym spacerem, innym razem z turystyką. Opowiadało mi kiedyś młode małżeństwo, jak to postawiło sobie za cel podczas wakacji, że w każdą niedzielę będzie uczestniczyć we Mszy św. w innym kościele i nawet brakło im dwóch niedziel, by odwiedzić wszystkie świątynie w mieście. Trudno jednak nie oprzeć się pytaniu, co było tam ważniejsze: turystyka z pobożnym dodatkiem czy religijność z dodatkiem turystyki?

Po co parafia?
„Parafia – jak uczy Kodeks Prawa Kanonicznego – jest określoną wspólnotą wiernych, utworzoną na sposób stały w Kościele partykularnym, nad którą pasterską pieczę, pod władzą biskupa diecezjalnego, powierza się proboszczowi, jako jej własnemu pasterzowi” (kan. 515). I dalej: „Z zasady ogólnej parafia powinna być terytorialna, a więc obejmująca wszystkich wiernych określonego terytorium” (kan. 518). Rolę parafii dowartościował Sobór Watykański II, jest ona jednocześnie wspólnotą i organizacją. Jest wspólnotą kościelną uprzywilejowaną i formalnie uznaną za taką. Teoretycznie przynajmniej parafia jest podstawową strukturą chrześcijańską, najmniejszą pastoralną jednostką Kościoła i zwyczajnym miejscem wzrostu życia chrześcijańskiego.

Skazani na parafię?
Zdaje się, że takie rozumienie parafii dalekie jest od świadomości wiernych. Hasłem naszych czasów jest wolność wyboru. Można wybrać wszystko albo prawie wszystko: lekarza rodzinnego, dowolną szkołę dla dziecka czy telefonicznego operatora. Te możliwości wyboru nie pozostają bez znaczenia dla kościelnego myślenia. Tu jednak ta możliwość wyboru kończy się. Będąc mieszkańcem danego terytorium wierny staje się parafianinem. Współczesnemu człowiekowi trudno jest zrozumieć, dlaczego może wybrać wszystko, co odpowiada jego pragnieniom i oczekiwaniom, a w bardzo ważnej sferze religijnej jest „skazany” na konkretną parafię i konkretnych kapłanów. Pozornie jest w tym wiele racji. Czy jednak takie myślenie nie jest przejawem przewrażliwienia na punkcie poczucia wolności? Przecież w codziennym życiu wiele razy jesteśmy „skazywani” na przynależność – do gminy czy miasta, w których mieszkamy czy konkretnej spółdzielni mieszkaniowej. Nie buntujemy się w tych przypadkach. Czy nasz „bunt” z „przypisania” do parafii nie wynika czasem z chęci uwolnienia się z odpowiedzialności za parafię?

W czasach wolnego rynku 
Wydaje się, że takie myślenie jest też efektem współczesnej mentalności, którą ktoś nazwał „supermarketową” – szukanie miejsca, gdzie można kupić produkty taniej i w przyjemnej atmosferze. Choć wiara to nie produkt, a wierny to nie klient, taka analogia wydaje się być uzasadniona, zwłaszcza gdy wierni traktują parafię – kościół jak zakład usługowy. Podstawowe zalety supermarketu to możliwość kupienia praktycznie wszystkiego w jednym miejscu oraz bardzo szeroki wybór proponowanego asortymentu, częste promocje. Wydaje się nam, że żyjemy coraz częściej na „wolnym rynku” parafii.
Spojrzenie na parafię jak na supermarket może prowadzić do błędnych wniosków. Obu tych rzeczywistości nie wolno ze sobą utożsamiać. Wiara nie jest na sprzedaż, a spowiedź wielkanocna to nie to samo co przedświąteczna promocja. Natura wspólnoty parafialnej jest zupełnie inna niż supermarketu, ale o tym wiedzą ci, którzy są tej wspólnoty żywymi członkami. Ludzie słabej wiary, którzy chcą korzystać tylko z niektórych posług Kościoła, szukają takiej świątyni, gdzie dostaną to, czego aktualnie potrzebują i co będzie ich najmniej kosztować pod względem wymagań.
Pobożne wabienie wiernych
W to myślenie wpisuje się także środowisko kapłańskie. Jedni duszpasterze przypominają, że wiernych obowiązuje terytorialna przynależność do parafii, inni poszerzają i dopracowują propozycję pastoralną, tak by stała się coraz pełniejsza i bardziej wszechstronna, a jednocześnie coraz bardziej atrakcyjna. Jeszcze inni szukają przeróżnych środków, aby zainteresować wiernych właśnie swoją parafią. Często przypomina to supermarketową walkę o klienta. Czytałem kiedyś w prasie o proboszczu, który każdej niedzieli po Mszy św. organizował różne formy spędzenia świątecznego czasu – była więc karuzela dla dzieci, zawody strzelnicze dla starszych, piłka plażowa dla innych. W podziemiach kościoła można było napić się herbaty czy kawy. Podobno przychodziły tłumy. Pozostaje pytanie, czy był to piknik z dodatkiem pobożności czy pobożność z dodatkiem rozrywki?
W różnych świątyniach można niekiedy spotkać się ze swoistą ofertą, przypominającą formułą reklamy z supermarketów: „U nas pełna obsługa pogrzebowa. Wszystko załatwisz w jednym miejscu. Mamy własną firmę pogrzebową z tradycjami”. „W naszym kościele chrzty w każdym terminie”. „Nasz kościół jest matką kościołów – tu ślubowali wasi rodzice i wy powinniście tutaj ślubować. Błogosławiłem małżeństwo waszych rodziców, chciałbym pobłogosławić i wasze w naszym kościele”. Czasami jest też „skuteczna” pomoc kapłanów w instruowaniu wiernych, jak ominąć obowiązujące przepisy kościelne, aby skorzystać z ich oferty, innym razem propozycja zrezygnowania z wymagań, aby przyciągnąć wiernych. Ile w tym szukania chwały Pana Boga i pożytku wiernych, a ile budowania własnej popularności?

Czy parafia jest jeszcze potrzebna? 
Wydaje się, że parafia przeżywa kryzys. Ale czy w związku z tym mamy zrezygnować z instytucji parafii, formy ustabilizowanej i sprawdzonej, i powrócić do niewykształconych jeszcze i niezorganizowanych wspólnot? Chyba trudno wyobrazić sobie Kościół w Polsce mający inną niż terytorialna strukturę. Chociaż mamy też parafie personalne, to wydaje się, że skupiają one jedynie wyselekcjonowaną grupę, zawiązującą się tylko od święta do święta, która nie ma nic wspólnego z zakorzenieniem i współodpowiedzialnością za wiarę innych i za ewangelizację.
Szczególnie ważne w tym względzie jest stwierdzenie Jana Pawła II zawarte w adhortacji „Catechesi tradendae”: „Niektórzy – czytamy tam – może zbyt pochopnie uznali, że parafie są przestarzałe, że nawet zanikają, a na ich miejsce powinno się tworzyć małe wspólnoty, dogodniejsze i sprawniejsze. Ale czy się to podoba czy nie, parafia jest w dalszym ciągu miejscem, z którym chrześcijanie, nawet niepraktykujący, złączeni są ścisłymi więzami” (CT, 67). Tak jak nie wymyślono nad rodzinę lepszego środowiska dla pełnego rozwoju osobowości człowieka, tak nie ma poza parafią drugiego takiego miejsca w Kościele, w którym dokonywałyby się tak rozliczne i tak różnorodne spotkania wiernych z Chrystusem. Dobrze, aby o tym pamiętali wierni i duszpasterze. Dobrze, aby zamiast krytyki czy niezdrowej rywalizacji wspólnie budowali wspólnotę parafialną. Formułując różne postulaty pod adresem parafii, pytajmy przede wszystkim samych siebie: Co zrobiłem dla mojej parafii, co robię i co mogę zrobić?

ks. Tadeusz Miłek”